poniedziałek, 20 marca 2017

So what if I'm crazy? The best people are


                  day adler
     NOWY W SZPITALU; DWADZIEŚCIA WIOSEN; ROZDWOJENIE JAŹNI; ZABURZENIA SNU
   PALACZ; NERD; ZABAWY W DETEKTYWA; FASCYNACJA SERYJNYMI MORDERCAMI
   WBREW TEMU, CO MÓWI JEGO IMIĘ WOLI NOC OD DNIA; SIEROTA; POKÓJ 209

Gadatliwe słoneczko z pociesznym uśmiechem i dziecięcym entuzjazmem wymalowanym w czarnych oczach, spowitych złotą obwódką może zamienić się w bezdusznego psychopatę uzależnionego od zadawana bólu. Traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa o których nie chce i nie będzie rozmawiał na zawsze odcisnęły piętno na jego umyśle. Zwykle stoi na środku, szczerząc się do każdego kogo napotka i gada od rzeczy o swoich niesamowitych przygodach w świecie, który zwykł nazywać Imponderabilią, skrupulatnie opisywaną w jego poetyckim pamiętniku. Uważa, że granica dobra i zła zatarta została dawno temu, teraz liczą się tylko chwile, czyny i słowa. Pocieszy, przytuli, pobawi się w chowanego, bo przecież nie ma nic piękniejszego niż życie. Wszystko funkcjonuje tak miło i przyjemne dopóki coś mu nie odbije. Znika współczucie i empatia, a na ich miejsce wchodzi wytrenowany drapieżnik. Bierze co chce, robi co chce. trudno nad nim zapanować. Jego wyprany z emocji mózg nastawiony jest tylko na jedno: polowanie. Nie wiadomo, co kryje się mroczna otchłań psychiki Adlera. Kamienny wyraz twarzy albo zimny, wyrachowany uśmieszek potrafi wbić w fotel nawet najodważniejszego lekarza. Zaspokaja się bólem, karmi strachem, poi nienawiścią. Cierpienie go fascynuje. Cóż za różnica czy wypływa od innych czy od niego samego. A potem czyjaś stanowcza dłoń muska przełącznik, zapalając światło i wszystko wraca do cukierkowej normy.
________________________________
Psychopaci są fajni. FC: Evan Peters
Cześć. Polecam kliknąć w imię.
Szukamy:
- pojebanej 'miłości' (najepiej pana)
- pierwszej ofiary
- innych ciekawych! rzeczy
GG: 53257937
Aurelia, Norman, Steve, Jim/5

22 komentarze:

  1. [ Witam u nas na blogu, po raz kolejny! Miło Cię znowu widzieć. Mam nadzieję, że zostaniesz u nas na długo :)
    Pokój 209 został temu panu przydzielony, tak jak Sobie zażyczyłaś. Wpisałam go jako Adler Day, ale jeżeli jego imię to Day a nie Adler to daj mi znać. Ja zawsze popełniam jakieś błędy :P
    Cóż, zostało mi jedynie zaproszenie Cię na wątek. Miłej zabawy! ]

    Mona // Jong Suk

    OdpowiedzUsuń
  2. [Oj tak, psychopaci zdecydowanie są fajni. :D
    Ciekawa karta i oryginalne imię, czyli to, co lubię. Wprawdzie sama jestem bardzo, bardzo świeża na blogu, to i tak ośmielę się powitać i życzyć dobrej zabawy; my się chyba znamy, prawda?
    W razie chęci zapraszam do siebie. c:]

    Aurelia Hopper

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hejo, hej! Witam serdecznie ładnego pana. Karta prosta i dosyć krótka, ale podoba mi się. No i Evan Peters. Nic dodać, nic ująć. Mam nadzieję, że będziesz się tutaj dobrze bawić i że zostaniesz u nas na dłużej. Jeśli Day jest chętny na jakąś akcję i dramaty to zapraszam do mnie! c:]

    Agnes/Norman

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam w Burnley <3. Postać świetna, a karta, choć krótka, bardzo ciekawie napisana.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dzięki wielkie, jestem zachwycona! <3
    hogwarckie-kroniki najpewniej, do niedawna byłam tam z Olivią Wardhill. :D]

    Aurelia Hopper

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! Day jest świetny. Jestem oczarowana zarówno tą pozytywną stroną Twojej postaci, jak i negatywną, a właściwie tym, jak fajnie się uzupełniają. Jim też chętnie odda mu trochę serduszka. :D]

    Jim Smith

    OdpowiedzUsuń
  7. [Wiesz, że pragnę wątku, prawda, słońce? <3]

    Steven Black

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ten będzie tutaj, ten będzie się liczył oddzielnie ;-; Pamiętaj, że to też trochę inny Steve, taki po przejściach, w bluzie Ansara. I nasi Panowie mają pokój razem to wiesz, a Steve podobno lubi ból, czy coś ;-;]

    Buła

    OdpowiedzUsuń
  9. [Oboje są nowi, więc... To zależy, jakiego typu relacje lubisz w sumie. Coś nam wykombinuję, jak mi podasz stosunek Twojego pana do Aurelii. :D]

    Aurelia Hopper

    OdpowiedzUsuń
  10. [Chcę zobaczyć, jak Day dociera do Stevena. Go for it.]

    Buła

    OdpowiedzUsuń
  11. [Akurat to nie html, a zwykłe umiejętności graficzne. Photoshop i w ogóle. Piekiełko zawsze dobra rzecz, więc hej, ja bardzo chętnie.]

    Agnes/Norman (Pssst, chyba nie ogarnęłam tego suchara. XD)

    OdpowiedzUsuń
  12. [Mogłaby go sobie upodobać jako starszego braciszka. Trochę. Bo jest jedynaczką (muszę to zmienić w karcie w końcu, nie wiem, co mnie napadło). Ona raczej nie należy do wstrętnych, złośliwych bachorów. Mogłaby sobie gdzieś grać na skrzypcach. Day by ją usłyszał i wyszedł na papierosa. Moment poznawczy jest. :D]

    Aurelia Hopper

    OdpowiedzUsuń
  13. [Leżę już w ciepłym łóżeczku, pod ciepłą kołderką z telefonem w łapie, więc jeśli mam zacząć to ewentualnie jutro (jeśli moja kochana szkoła nie postanowi zrobić mi na środę jakiejś niespodzianki) + szkoda, że karta wyszło słabo, ale jakoś to przeżyje, I guess. XD)

    Agnes/Norman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, kurcze pieczone, niech mnie kule biją, na końcu powinno być "]"... ;-;

      Usuń
  14. [Będzie mi ultramiło, dziękuję! :3]

    Aurelia Hopper

    OdpowiedzUsuń
  15. [najglupszyelfwewsi@gmail.com, zapraszam.]

    Jim

    OdpowiedzUsuń
  16. [Omg, omg, czy my nie miałyśmy wątku (Liam)?! Miło widzieć Cię ponownie na blogu, prawie jak za starych dobrych czasów, prawda? c: Zaskoczyłaś mnie wizerunkiem, ale postać jest miodzio!]

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  17. [Yes, yes, yes of course, że chcę wąteczek! Pomysł jak najbardziej na miejscu i z racji tego, że go zapodałaś, zaraz postaram się coś sklecić c: Chyba, że masz nadmiar weny i ochotę zacząć?]

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  18. [Przychodzę błagając o pomoc. Za nic nie mogę wymyślić, jak tu rozpocząć nasz wątek. Może mogłabyś jednak zacząć? (proooooszę)]

    Agnes/Norman

    OdpowiedzUsuń
  19. Przed całą masakrą w Burnley, dawno temu, miał współlokatora. Powiedziano mu o tym i bardzo się bał, jak to będzie. Długo nie mógł przez to spać. Tym razem pewnie chcieli uniknąć dodatkowego stresu i nie powiedzieli mu nic o tym, że zaraz do pokoju wejdzie chłopak, że będzie z nim tu rezydował.
    Dlatego stał przy oknie, obserwował wszystkie poruszające się pod wpływem wiatru bezlistne jeszcze gałęzie. To było jedno z jego ulubionych zajęć. Patrzenie się za okno, rozmyślanie, jak to tam jest, jak to jest być taką gałązką, takim drzewem.
    Odwrócił się i zamarł, niemal od razu też poczuł dziwny dreszcz, który go przeszedł i to że zaczął się trząść. Chłopak tyle mówił, był taki wesoły, jakby zupełnie tu nie pasował. Przełknął ślinę, zestresowany, bojąc się podać mu nawet rękę, ale ten tak stał i stał, że odważył się po kilku jego kolejnych zdaniach i komplementach wyciągnąć ku niemu dłoń. Była cała w bandażach, zimna i drżąca. Steve miał długie i szczupłe palce. Wydukał przy tym jakieś "Hej", które w jego wrażeniu było kompletnie niewyraźne i niezrozumiałe.
    Z tego wszystkiego nie był nawet pewny czy oddycha. Zabrał prędko rękę i naciągnął na dłoń rękaw bluzy, która kiedyś należała do Ansara.
    Podjał próbę przedstawienia się, ale szło mu naprawdę okropnie. Mimo wszelkich starań, było to dla niego odrobinę za dużo, za dużo na raz, przez co jąkał się niemiłosiernie. Ale naprawdę starał się wydukać to swoje głupie imię i mimo starań za nic nie przypominało to słowa "Steven".
    Patrzył na niego, gdzieś w okolicy jego klatki piersiowej, próbując się skupić, ale jak już nie mógł złapać przez to oddechu, spuścił wzrok na podłogę cały zawstydzony.

    Steve Black

    OdpowiedzUsuń
  20. Wskazówka prostego, metalowego zegara, zawieszonego dzisiejszego popołudnia nad drzwiami nowego, surowego gabinetu policyjnego, przekroczyła godzinę pierwszą w nocy i poza tym coraz bardziej upierdliwym, miarowym tykaniem, w pomieszczeniu trwała niezakłócana żadnym zewnętrznym dźwiękiem cisza. Isaac przysypiał przy biurku, z głową opartą na złożonych dłoniach, z pagerem nastawionym na najgłośniejszy dzwonek, gdyby, ku jego nadziei, miało się jednak coś wydarzyć podczas tego przeraźliwie nudnego dyżuru. Coś, cokolwiek, Isaac nie prosił wcale o wiele. Każda jego zmiana coraz bardziej go dobijała, nienawidził siedzenia w biurze, w takich chwilach żałował, że jednak nie poszedł do wojska, tam przynajmniej miałby zastrzyk adrenaliny, mógłby katować swoje ciało morderczymi treningami, mógłby czuć siłę odrzutu w całych ramionach i klatce piersiowej. Nie przepadał za stabilnością, bo zacierała mu granicę życia ze śmiercią, a Isaac uwielbiał czuć tę granicę wyraźnie na sobie.
    Westchnął, zmuszając się do podniesienia z krzesła. Wypił już dzisiaj chyba z pięć mocnych kaw, przy czym przy tej ostatniej miał wrażenie, że serce wprost wygalopuje mu prosto z piersi, ale był zbyt młody, żeby się tym przejmować, więc podszedł do drzwi, postanawiając zaparzyć sobie kolejny kubek w dyżurce pielęgniarek.
    Na korytarzu cisza była tak samo drażniąca, jak ta w jego gabinecie. Jego kroki odbijały się podwójnym echem, chociaż starał się iść nie zwracając na siebie uwagi personelu. Niestety powierzchnia podłogi była bardzo zdradliwa i ciężko było nie domyślić się, jak bardzo działało to na niekorzyść pacjentów, chcących zakosztować nielegalnych wędrówek po szpitalu.
    Isaac minął już gabinet zabiegowy i od dyżurki dzieliło go ledwie kilkanaście kroków, ale zatrzymał się, w tej całej cholernej ciszy wyczulony nawet na głośniejszy oddech. Wydawało mu się, że poza swoimi, usłyszał dodatkowe kroki. Isaacowi nigdy jednak się nic nie wydawało, Isaac po prostu był pewien, ale teraz, wciąż w stanie półuśpienia, ciężko było określić mu, skąd dochodziły. Sądząc po zgaszonym świetle w dyżurce, pielęgniarki musiały uciąć sobie drzemkę, więc to na pewno nie był ktoś z personelu.
    Wiedziony instynktem podążył wzdłuż korytarza, mijając zarówno dyżurkę, jak i kuchnię. Tuż przed łącznikiem oddziału z klatką schodową znowu usłyszał kroki. Nacisnął klamkę i wcale się nie zaskoczył, jak drzwi, które powinny być zamknięte na wszystkie zamki, łagodnie się przed nim otworzyły. Ktokolwiek nimi wcześniej przeszedł, na pewno nie powinien się tutaj znajdować. Isaac zacisnął dłoń na przymocowanej do pasa policyjnej pałce, po czym przekroczył próg i skierował się od razu na schody, przeskakując po dwa, albo i trzy stopnie naraz. Był pewien, że słyszał coś nad sobą, jaki szelest, a potem zgrzyt nienaoliwionych zawiasów i już po chwili Isaac wpadł na kolejne półpiętro, a potem następne i dopiero wtedy dopadł do starych, żeliwnych drzwi, prowadzących na dach. Pociągnął je do siebie, a one wydały ten sam piszczący dźwięk, jaki słyszał przed chwilą.
    - Cokolwiek masz zamiar zrobić, uciec, skoczyć z dachu i popełnić samobójstwo, masz się, kurwa, zatrzymać i podnieść ręce do góry tak, żebym je widział – zawołał, na wszelki wypadek wysuwając pałkę z pokrowca. To była jego jedyna broń, nie licząc słabego paralizatora i gazu pieprzowego, który w tych warunkach, czyli na cholernym wietrze, na nic by się nie zdał.
    Isaac nie miał pojęcia, czy złapany przez niego na gorącym uczynku pacjent miał zamiar się zabić, czy może próbował spektakularnej ucieczki, czy też miał jakiś napad szału i chciał się wyładować, ale Kelsey czuł do niego swego rodzaju wdzięczność, bo w końcu, nareszcie coś się działo.

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Podoba mi się ten pomysł :D Możemy tak zrobić. Chcesz zacząć?

    Co do Jongiego *U* Aktor cudowny, kocham go ^_^ ]

    Jongie

    OdpowiedzUsuń

© meow.