wtorek, 21 marca 2017

Insane people. I'm drawn to them



VINCENT KING

33 lata i oznaki zdecydowanie zbyt wczesnego starzenia się ⁂ były menedżer wielkiej korporacji ⁂ urodzony w Londynie ⁂ socjopata ⁂ kłamca ⁂ manipulant ⁂ 4 lata spędził w więzieniu, po czym został wysłany na przymusowe leczenie ⁂ oskarżony o sianie paniki i nielegalne posiadanie broni ⁂ w szpitalu od dwóch miesięcy ⁂ pokój 205
***
Personel szpitala, a wcześniej też więzienia. nauczył się już przesiewać przez wielkie sito to, co mówi Vincent. No bo jak tu wierzyć komuś, kto twierdzi że jest owocem miłości prezydenta Kennedy'ego i Marilyn Monroe? Albo komuś, kto wyplątuje się z "bezpiecznego krzesła" i wrzeszczy przy tym, że jest Antychrystem, a następnie wraca do swojej celi i zagłębia się w czytanie Biblii? 
Taki właśnie jest Vince. Osobowość pełna kontrastów,  której żaden z psychiatrów nie połączył jeszcze z konkretnym zaburzeniem. Jedni, jak na przykład lekarka więzienna, są przekonani, że robi to tylko po to, żeby zyskać uwagę otoczenia. Inni natomiast uważają, że jest o prostu pojebany do granic możliwości. W końcu kto inny uważałby się za wilkołaka?
Dla wielu znajomych jego zachowanie mogłoby wydawać się dziwne. W końcu był wzorowym pracownikiem, dobrym ojcem, mężem, który dbał o swoją żonę tak bardzo, jak tylko się dało. Nie można było powiedzieć o nim złego słowa. Nienagannie ubrany, uprzejmy dla sąsiadów. Raz nawet pomógł staruszkowi przejść przez ulicę i donieść do domu ciężkie siatki z zakupami. Było normalnie, w niczym nie odstawał od innych ludzi, których na co dzień można spotkać w biurze, przy kasie w supermarkecie, na spacerze w parku albo gdy na placu zabaw, gdy bawią się ze swoimi pociechami.
Dianne miała wtedy 4 lata, a Vincent odwoził ją do przedszkola, jak z resztą co rano. Uwielbiał zajmować się córką. Kochał ją chyba nawet bardziej niż zapracowaną żonę. Z resztą, z wzajemnością. Dziewczynka uważała ojca za prawdziwego superbohatera, szczególnie gdy tłukła sobie kolana, a on troskliwie je opatrywał i zabierał ją na lody. Nawet jeśli oznaczało to niespodziewane wyjście z pracy i przyjazd do domu. W trakcie jednej z kolacji, przyjaciele rodziny śmiali się, że wszystkie opiekunki przy nim wymiękają. Nikt nie był w stanie przewidzieć tego, co stanie się niedługo potem.
Zatrzymali się na strzeżonym parkingu pod szkołą. Pocałował ją w czoło i pozwolił pognać w stronę przyjaciółek, które już czekały przy wejściu. Podszedł do niego ochroniarz. Znali się dość dobrze, rozmawiali często, tak naprawdę o niczym istotnym. Polityce, biznesie. Tamtego dnia miało jednak być inaczej. Vincent czuł się inaczej. Od niechcenia rzucił w stronę postawnego mężczyzny, że w swoim SUV-ie ukrytą ma bombę, a srebrna przywieszka od kluczyka to detonator. Wystarczy przekręcić i bum. Wywołało to taką reakcję, jakiej się spodziewał. W przeciągu paru sekund został potraktowany gazem pieprzowym, żeby nie próbował uciec, a następnie powalony na ziemię. Godzinę później siedział już w areszcie tymczasowym. Bomby oczywiście nie było.
Do winy przyznał się od razu. Wyrok: 2 lata za sianie paniki i 7 lat za nielegalne posiadanie broni, która została znaleziona w bagażniku jego samochodu. Jak wymigać się od siedzenia w pudle i trafić do szpitala psychiatrycznego, gdzie warunki są odrobinę lepsze? Najprościej po prostu mówić i robić to, co podpowiadają głosy w głowie. Tym oto sposobem stracił pracę sprzątacza na swoim bloku, gdy skorzystał z chwili nieuwagi strażnika i zaczął wyrywać kable od telefonu z listwy, twierdząc, że rozbraja bombę. Wykrzyczał naczelnikowi więzienia prosto w twarz, że przeleciał jego żonę, co oczywiście było kłamstwem. Groził funkcjonariuszom i ich rodzinom. Demolował jednoosobową celę, a ostatecznie próbował się powiesić. Właśnie to, po 4 latach nieustającej walki z personelem, sprawiło, że sąd zdecydował wysłać go na przymusowe leczenie do Burnley Mental Hospital. Oczywiście nie w ramach wyroku. Zakończenie terapii będzie oznaczało powrót do pudła, żeby mógł już w spokoju odsiedzieć swoje. Po co więc zdrowieć?

ODAUTORSKO
© meow.